Książka Italo Calvino „Niewidzialne Miasta” tylko przy pobieżnej lekturze wydaje się być awangardową, eksperymentalną powieścią przypominającą collage, być może zainspirowaną nowoczesnym malarstwem. Kiedy zagłębić się w treści i pozwolić pierwszym wrażeniom ustąpić na rzecz refleksji odkryjemy, że to, co wydawało nam się literacką zabawą, formalną grą, w istocie stanowi materię całkiem poważnej filozofii.

Mapy umysłów

Czym są niewidzialne miasta? Gdzie leżą? Jakie przestrzenie opisuje Calvino prowadząc nas poprzez owe dziwne miejsca: miasta ze snów, jak Zobejda, stworzona przez mężczyzn, którzy we śnie ścigali nagą piękność, antymiasta jak Eusapia – miasto umarłych, czy idealna Peryncja, której dziećmi były potwory. Pewną sugestią mogą być dla nas nazwy owych miejsc przypominające imiona. Być może mamy do czynienia nie z geometrią, ale z czymś o wiele mniej uchwytnym, za to subiektywnym, czymś, co starają się zmierzyć i zważyć psychiatrzy, kognitywiści, czy filozofowie, czyli z umysłami.

Język, myśl, rzeczywistość

Gdyby przyjąć, że Calvino nadał artystyczny sznyt filozoficznemu traktatowi, warto byłoby poszukać źródeł jego myśli i spróbować odtworzyć sposób widzenia świata i człowieka, jaki reprezentuje. Prawdopodobnie jest to temat na potężną rozprawę. Tu możemy jedynie dotknąć kilku istotnych wątków i tropów. Pomogą nam w tym dialogi prowadzone na kartach książki przez jej dwóch bohaterów – Marco Polo i Kubłaj-chana. Rozmowy te ogniskują się przede wszystkim wokół dwóch kwestii: komunikacji (w języku – poza językiem, narratywności i tym, co z nią związane) oraz poznania (czym jest, co i jak poznajemy). Już na początku dowiadujemy się, że Wielki Chan i Marco Polo przebyli wspólnie długą komunikacyjną ewolucję od gestu i prezentacji przedmiotów przywiezionych z podróży, przez kodyfikację gestów, aż po język – zakodowany w dźwiękach system znaków. Przy czym im bardziej precyzyjna stawała się komunikacja, tym Chan odczuwał większą stratę. Wieloznaczne symbole, ot – strzała, która mogła oznaczać polowanie lub przywodzić na myśl wielką bitwę, dawały przestrzeń, w której nadawca i odbiorca komunikatu spotykali się w twórczym akcie. Odkodowywanie jednoznacznych fonemów nie ma już w sobie tej magii, nie pozostawia też za wiele miejsca wyobraźni słuchacza.

Teraz ja będę opowiadał o miastach

Książka Calvino składa się z kanwy – dialogów Chana i Marco Polo oraz z odrębnych narracyjnych zdarzeń, jakimi są opowieści o miastach snute najpierw jedynie przez Wenecjanina, następnie także przez władcę. Siłą rzeczy jest to więc też książka o sztuce opowiadania rozumianej nie tylko jako zadanie retoryczne, sztuka pięknego, kunsztownego dobierania stylistycznych środków w słownych popisach. Opowiadanie staje się aktem komunikacji – w nim bowiem wyobraźnie obu bohaterów – uczestników komunikacji – zlewają się, spotykają. Jest także kreacją – świat opowiadany staje się prawdą. Można ją rozważać, można w nią wątpić, opowiedziane miasto jednak już istnieje. Ta znana z tradycji sztuka to także akt poznawczy – słuchając opowieści Marca Polo, Chan uczy się, zbiera dane, gromadzi okruchy, fragmenty, moduły, z których składają się miasta. Dysponując takimi „klockami”, Chan może tworzyć własne opowieści. To ciekawie opisany proces uczenia się: analizy (wyodrębnienie elementów) i syntezy (łączenia ich w całość w różnych układach). Zbudowana w ten sposób struktura jest podstawą improwizacji, a więc twórczości. Konstruując ją dokonujemy już pewnego wyboru, nadajemy porządek elementom składowym, co daje konkretne retoryczne efekty, stanowi o naszej narracyjnej strategii. Chan tworzy własne opowieści o miastach i wysyła Marca na poszukiwanie wymyślonych miejsc. Ale jakież jest jego rozczarowanie, kiedy okazuje się, że miasta te nie istnieją. „A przecież zbudowałem w mym umyśle model miasta, z którego da się wyprowadzić wszystkie możliwe miasta – powiedział Kubłaj. — Zawiera on wszystko, co odpowiada normie. Ponieważ istniejące miasta w różnym stopniu od normy odbiegają, wystarczy mi przewidzieć odstępstwa od normy i wyliczyć ich najbardziej prawdopodobne kombinacje” 1 .

Miasto AI

Marco Polo dzieli się z władcą własnym modelem. Składa się on z samych odstępstw i wyjątków. Odejmując odpowiednią ich ilość można uzyskać miasto prawdopodobne. „Jednakże nie mogę posunąć się w tej operacji poza pewną granicę: uzyskałbym miasta zbyt prawdopodobne a takie nie istnieją” – tłumaczy podróżnik. Dokładnie tym rozpoznaniem kierowali się i kierują twórcy tzw. sztucznej inteligencji. Algorytmy łączące elementy zaciągnięte z sieci, podane przez badacza, tworzą systemy Prawdopodobne. By to zrozumieć, wystarczy spojrzeć w oczy nieistniejącym ludziom generowanym przez AI na stronie www.thispersondoesnotexist.com. Warto zajrzeć także na podstronę www.thiscatdoesnotexist.com , by przekonać się, jak wygląda wygenerowana rzeczywistość, której odjęto zbyt mało anomalii. Z ekranu patrzą na nas koty o nieprawidłowo osadzonych oczach, sześciu łapach, zmasakrowanym pyszczku – realistyczne i zarazem kalekie istoty. Całkiem jak w calvinowskiej Peryncji – mieście potworów stworzonym przez naukowców jako miasto idealne. Błąd jest częścią natury, a nawet pewna suma błędów, czy odstępstw od normy. Nadaje indywidualny, niepowtarzalny charakter. Żeby jednak nie tworzyć potworków należy zachować balans między strasznym a idealnym, Anomalią, a nudną, kiczowatą doskonałością. Wówczas Osiągamy obraz prawdopodobny, czyli taki, w którego istnienie możemy uwierzyć. Książka Calvino to gęsta sieć filozoficznych idei, które dziś znajdują swoją realizację także w technologii. Warto jednak, za Calvino zadać sobie pytanie zasadnicze – jak istnieje to, co jest? To bardzo adekwatny problem w świecie 2.0. Wygenerowana twarz łudząco przypomina przecież żywą osobę. Pełna emocji, patrzy nam prosto w oczy, jakby zapraszała 1 I. Calvino, Niewidzialne Miasta, Czytelnik, Warszawa, 1975, s. 53 do kontaktu. A przecież… nie istnieje. „Może tarasy tego ogrodu wychodzą tylko na jezioro mojego umysłu? 2 ” – zapytuje Polo. „Może ten ogród istnieje tylko w cieniu naszych spuszczonych powiek (…)?” i w innym miejscu dodaje: „Może ze świata pozostał tylko opuszczony teren pokryty śmietniskami i wiszący ogród pałacu Wielkiego Chana. Oddzielają je nasze powieki, ale nie wiadomo, co jest pod nimi, a co przed nimi” 3 .

Może, może, może…

Zadając pytania, stając się krytyczni wobec tego, co nam się objawia, co widzimy, czego doświadczamy – tracimy grunt pod nogami. Okazuje się, że nawet podróże Marco Polo mogły być jedynie iluzją, wędrówką po pamięci i wyobraźni. Dowiadujemy się bowiem, że tworzone przez niego opowieści o przedziwnych miastach napotkanych w drodze stanowią jedynie realizację wzoru: x+ lub -y = Nowe Miasto. Przy czym X zawsze oznacza rodzinną Wenecję – punkt odniesienia, ideę miasta. Nie ma więc po co wyruszać z pałacu, zresztą, czy jakakolwiek podróż faktycznie jest możliwa? Wystarczy snuć opowieści mając do dyspozycji idee. Z pewnością dialog naszych bohaterów stanowi wyraz poznawczego pesymizmu, ale też niezwykłej wiary w moc twórczą umysłu i znaczenie myślącego podmiotu. Przywodzi to na myśl słowa Kanta: „wszelki nasz ogląd jest po prostu tylko wyobrażeniem zjawiska; że rzeczy, które oglądamy, nie są tym same w sobie, czym są w naszym oglądzie, a ich stosunki nie są same w sobie takimi, jakimi się nam ukazują; i że gdybyśmy usunęli swój podmiot lub też jeno podmiotową własność zmysłów w ogóle, to by znikły zaraz wszystkie własności, wszystkie stosunki przedmiotów w przestrzeni i czasie, a nawet sama przestrzeń i czas; że zatem przedmioty jako zjawiska nie mogą istnieć same w sobie, lecz tylko w nas” 4 .

Z tysiąca i jednej nocy

Chwila zastanowienia nad sytuacją bohaterów dialogu napawa niepokojem i każe wątpić w istnienie tego, co uznajemy za otaczający nas świat. Jedyne, co możemy zrobić, żeby go uratować to opowiadać, opowiadać w nieskończoność, niczym Szeherezada podtrzymując przy życiu ten piękny ogród, w którym możemy, lub przynajmniej tak nam się wydaje, spotkać się, by rozważać to, co widzimy i przeżywamy, robić podsumowania, kontemplować z oddalenia 5 . Chwila nieuwagi, a krytyczny umysł podważy resztki fundamentu, na którym budowaliśmy wiedzę i pewność, co do tego, co istnieje. Italo Calvino, reprezentujący krytyczne wobec poznawczych możliwości, stanowisko, zabiera nas w niebezpieczną podróż. Tracimy w niej resztki wiary. W niepewnej, płynnej materii zmyślonego świata, także i nasza tożsamość staje się nieoczywista. Bo kim – i czy w ogóle – jestem ja, bohater, bohaterka świata, który okazuje się utkany z wyobrażeń i słów, dających się formować i kreować? Podzielamy tym samym głęboki kryzys, którego doświadczają władca i podróżnik, wyrażony wątpliwością Chana: „A może nasz dialog toczy się między dwoma żebrakami przezywanymi Kubłaj-chan i Marco Polo, którzy grzebią w wysypisku śmieci, gromadząc zardzewiałe żelastwo, strzępki tkanin, zużyte papiery i upici paroma łykami podłego wina, widzą wokół siebie blask wszystkich skarbów Wschodu” 6 .

Italo Calvino pozostawia nas po lekturze z posmakiem niezwykłej przygody przeżytej we śnie i bez złudzeń na jej kontynuację tu i teraz.
  1. I. Calvino, Niewidzialne Miasta, Czytelnik, Warszawa, 1975, s. 53
  2. I. Calvino, Niewidzialne Miasta, Czytelnik, Warszawa, 1975, s. 90
  3. I. Calvino, Niewidzialne Miasta, Czytelnik, Warszawa, 1975, s. 80
  4. https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/krytyka-czystego-rozumu.html
  5. Por. op.cit., s.80.
  6. I. Calvino, Niewidzialne Miasta, Czytelnik, Warszawa, 1975, s. 80